sobota, 16 marca 2013

Tylko 3 dni!


Do premiery Mechanicznej Księżniczki zostały tylko dwa dni i kilka godzin. Na takich stronach jak tumblr czy Twitter roi się od spoilerów, bo w przedsprzedaży niektórzy już otrzymali swoje egzemplarze i nie mogą się powstrzymać przed dzieleniem się informacjami na temat książki. My dla Was z tej okazji przygotowaliśmy niespodziankę - wszystkie cytaty, które ukazały się dzięki Cassie zostały zebrane tutaj i możecie je przeczytać. Miłej lektury! 

1.Tessa opierała się dłonią o ścianę, gdy w otępieniu schodziła po schodach. Co ona prawie, że uczyniła? Co też prawie powiedziała Willowi?

2. Gideon dotknął jej policzka, bardzo delikatnie, jedynie koniuszkami palców.
- Wiedziałaś, że twoje imię oznacza "mądrość"? Niezwykle trafnie nadane.

3. Tessa odwróciła głowę, by spojrzeć na Willa. 
- Znasz to uczucie, - zaczęła - gdy czytasz książę i wiesz, że to będzie tragedia; czujesz zbliżające się ciemność i chłód, widzisz sieć, która powoli zacieśnia się wokół postaci żyjących i oddychających na stronicach. Ale jesteś przywiązany do tej historii, zupełnie jakbyś był uwiązany za powozem, niezdolny do uwolnienia się czy zmiany kierunku.
Jego niebieskie oczy pociemniały ze zrozumieniem - oczywiście, że Will to rozumiał - więc kontynuowała.
- Właśnie teraz czuję jakby to się działo, ale nie w życiu książkowych bohaterów, ale moich własnych, ukochanych przyjaciół i towarzyszy. Nie mam ochoty siedzieć, podczas gdy tragedia wisi nad nami. Odkręcę to, jak tylko wymyślę jak to zrobić. 
- Boisz się o Jema - stwierdził Will. 
- Tak - odrzekła. - Ale boję się również o ciebie.
- Nie - powiedział Will ochryple - Nie marnuj tego na mnie, Tess.

4. Tessa pochyliła się i złapała jego dłoń, ściskając ją swoją własną. Ten dotyk był niczym nieszkodliwy ogień mknący przez jego żyły. Mógł poczuć jej skórę, okrytą jedynie rękawiczką, co i tak nie miało znaczenia. W jaki sposób rozpaliłaś ogień z tej sterty popiołów, jaką jestem? Kiedyś zastanawiał się, dlaczego miłość zawsze była opisywana przymiotami uczuć towarzyszących płonięciu: pożoga trawiąca jego żyły teraz dała mu odpowiedź. 
- Jesteś dobry, Will - powiedziała. - Kto, jeśli nie ja, mógłby z całym swoim przekonaniem powiedzieć, jak dobry naprawdę jesteś?

5. - Wo wei ni xie de - rzekł i uniósł skrzypce do lewego ramienia, wsuwając je pod podbródek.
Powiedział jej, że wiele skrzypków używa podpórek, ale on nie: na boku szyi miał lekki ślad, jakby trwały siniak w miejscu, o które opierały skrzypce.
- Ty... zrobiłeś coś dla mnie? - zapytała Tessa.
- Napisałem coś dla ciebie - poprawił ją z uśmiechem i zaczął grać.

6. - Jeśli Jem umrze, nie będę mógł być z Tessą - powiedział Will. - Ponieważ będzie to wyglądało tak, jakbym na to czekał lub w jakiś sposób cieszył się z jego śmierci, skoro to pozwala mi z nią być. Ale nie będę taki. Nie będę korzystał z jego śmierci. Dlatego musi żyć. - Opuścił rękę, jego rękaw był zakrwawiony. - To jedyny sposób, aby to wszystko miało jakiekolwiek znaczenie. W innym wypadku, to będzie po prostu...
- Bezcelowe, niepotrzebnie, krzywdzące i bolesne? Nie wydaje mi się, że to pomoże, jeśli powiem ci, że takie właśnie jest życie. Dobro cierpi, zło kwitnie, a wszystko, co śmiertelne przemija - wtrącił Magnus. 
- Chcę czegoś więcej niż to - odrzekł Will. - Ty sprawiłeś, że chcę czegoś więcej. Pokazałeś mi, że byłem przeklęty tylko dlatego, ponieważ sam w to uwierzyłem. Powiedziałeś mi, że są możliwości, sens. A teraz chcesz odwrócić się od tego, co sam stworzyłeś. 

7. Londyn, 1873
- Will? 
Charlotte Fairchild uchyliła drzwi sali treningowej Instytutu.
- Will, jesteś tu?
W odpowiedzi dostała jedynie ciche burknięcie. Drzwi otwarły się na całą szerokość, ukazując rozległe, wysokie pomieszczenie po drugiej stronie. 

8. - Will!
Odwrócił się, słysząc znajomy głos i ujrzał Tessę. Wzgórze przecinała niewielka ścieżka otoczona nieznanymi, białymi kwiatami, a ona zmierzała nią w jego kierunku. Jej długie, brązowe włosy rozwiewał wiatr - zdjęła swój słomkowy kapelusz i trzymała go w ręku, machając do niego i uśmiechając się, jakby cieszyła się, że go widzi. 
Serce mu przyspieszyło na sam jej widok.
- Tess - zawołał, ale wciąż była daleko od niego - zdawała się zarówno bardzo bliska i bardzo daleka, niespodziewanie i jednocześnie. Mógł ujrzeć każdy szczegół jej ślicznej, uniesionej twarzy, ale nie mógł jej dotknąć. Dlatego stał, czekając i pragnąc, a serce trzepotało niczym skrzydła mewy w jego piersi.
W końcu znalazła się przy nim, na tyle blisko, że mógł dostrzec miejsca, w których trawa uginała się pod podeszwami jej butów. Sięgnął w jej kierunku...

9. Will napotkał spojrzenie Tessy, gdy podeszła bliżej, niemal po raz kolejny potykając się o naddarty brzeg swojej sukni. Przez krótką chwilę trwali w pełnym zrozumieniu. Jem był tym, co pozwalało im wciąż patrzeć sobie prosto w oczy. W jego kwestii pozostawali nieprzejednani i zawzięci. Tessa widziała dłoń Willa zaciśniętą na rękawie Jema. 
- Ona tu jest - powiedział.
Jem powoli otworzył oczy. Tessa starała się, by nie ukazać zaszokowania na twarzy. Jego źrenice były powiększone, tęczówki tworzyły jedynie cieniutki pierścień wokół ich czerni. 
- Ni shou shang le ma, quin ai de?* - zapytał.
*Cierpisz, moja ukochana?

10. - Nie jestem na każde twoje zawołanie - rzekł Magnus. - Pomogłem z de Quincey'em, ponieważ chciała tego ode mnie Camille, oraz Willowi, ponieważ zaproponował mi coś w zamian. Jestem czarownikiem. Nie służę Nocnym Łowcom za darmo.

11. - Zrobiłbyś to? - ostro powiedział Gabriel do Willa. - Gdyby chodziło o twoją rodzinę? - skrzywił usta. - Zresztą nieważne. Przecież ty nie wiesz, co to znaczy lojalność...
- Gabrielu. - w głosie Gideona słychać było naganę skierowaną do brata. - Nie mów do Willa w ten sposób.

12. - Zaczął to - powiedziała do Willa, szarpiąc brodę, choć wiedziała, że to bezcelowe. Jem, parabatai Willa traktował ją zawsze z dystansu, z uprzejmością zarezerwowaną dla młodszych sióstr swoich przyjaciół, lecz zawsze był po stronie Willa. Uprzejmie, acz stanowczo postawił go nad wszystko na świecie. Cóż, prawie wszystko.

13. Jem zacisnął swoje palce na rękawie Willa. 
- Jesteś moim parabatai - oznajmił. - Kiedyś powiedziałeś, że mogę cię prosić o cokolwiek.

14. Jem wyciągnął łuk z powrotem i pozwolił strzale lecieć; ogromny demon w kształcie robaka wił się w agonii, jego wielka, pofalowana, ślepa głowa przetoczyła się na bok, wyrzucając śmieci z jego trzewi. Liście wypełniły powietrze i chłopcy zakrztusili się kurzem. Gideon cofnął się ze swoim nożem serafickim w dłoni, starając się zobaczyć jego światło.
- To idzie do nas - powiedział cicho.
Rzeczywiście tak było. Strzała wciąż wystająca z jego mokrego szarego ciała garbiła jego ciało z niewiarygodną prędkością. Szybkim ruchem swojego ogona złapał za brzeg posągu, wysyłając go do suchego, ozdobnego basenu, gdzie zmienił się w pył.
- Na Anioła, to po prostu zmiażdżyło Sofoklesa - zauważył Will. - Czy w tych czasach nikt nie ma szacunku do klasyków?

15. I złoto jej zniszczonej sukni ślubnej.

16. Palcami badał broń chłopaka od momentu, w którym ją wziął. To był pierwszy raz, gdy Charlotte pomyślała, że Will dotykał chętnie broni innej osoby. 

17. - Bardzo wspaniałomyślne oświadczenie Gideonie - rzekł Magnus.
- Jestem Gabriel.
Magnus machnął ręką.
- Wszyscy Lightwoodzi wyglądają dla mnie tak samo.

18. - Co ty wyrabiasz, chodząc za mną po zaułkach Londynu, mała kretynko? - zapytał Will, lekko potrząsając jej ramieniem.
Cecily zmrużyła oczy.
- Tego ranka byłam caridad*, teraz jestem kretynką.
- Och, używasz runy Uroku. Musisz wiedzieć, że kiedy żyjesz na wsi nie boisz się niczego. Ale to jest Londyn.
- Nie boję się Londynu - powiedziała Cecily wyzywająco.
Will pochylił się i niemal sycząc jej do ucha powiedział *coś bardzo skomplikowanego po walijsku. * Zaśmiała się.
- Nie, nic by ci to nie dało, gdybyś kazał mi wrócić do domu. Jesteś moim bratem i chcę tam wrócić z tobą.
Will zamrugał na jej słowa.
Jesteś moim bratem i chcę tam wrócić z tobą.
To była jedna z tych rzeczy, które zwykle słyszał od Jema. Chociaż Cecily nie przypominała Jema w żaden inny możliwy sposób, mieli jedną wspólną cechę. Upór. Kiedy Cecily powiedziała, że czegoś chce, nie wyrażało to pobożnego życzenia, a żelazne postanowienie.
- Czy ciebie w ogóle obchodzi, gdzie się wybieram? - zapytał. - Co gdybym szedł do piekła?
- Zawsze chciałam je zobaczyć - oznajmiła Cecily. - Kto by nie chciał?
- Większość z nas  wolałaby spędzać czas w taki sposób, by trzymać się od niego z daleka. Jeśli musisz wiedzieć, wybieram się do palarni ifyrytów, by kupić narkotyk od nikczemnych, rozpustnych przestępców. Możesz wpaść im w oko i zdecydują się cię sprzedać.
- Nie zatrzymałbyś ich?
- To zależy, czy podzieliliby się ze mną zyskiem.
Pokręciła głową. 
- Jem jest twoim prabatai - powiedziała. - Jest twoim bratem przypisanym ci przez Clave, ale ja jestem twoją siostrą przez krew. Dlaczego dla niego zrobiłbyś wszystko, a mnie tylko odsyłasz do domu? 
- Skąd wiesz, że narkotyk jest dla Jema? - zapytał Will.
- Nie jestem idiotką, Will.
- Na nieszczęście, nie jesteś. Jem... Jem jest lepszą częścią mnie. Nie oczekuję, że zrozumiesz, ale jestem mu to winny.
- A kim ja jestem? - spytała Cecily.
Will wypuścił z płuc powietrze, zbyt zdesperowany, by się zatrzymać.
- Ty jesteś moją słabością.
- A Tessa jest twoim sercem - odrzekła, nie ze złością, lecz z namysłem. - Mnie nie oszukasz. Jak mówiłam, nie jestem głupia. Na nieszczęście dla ciebie, lecz przypuszczam, że wszyscy chcemy rzeczy, których nie możemy mieć.
- Och - powiedział Will. - A ty, czego chcesz? 
- Chcę, żebyś wrócił do domu.
Kosmyk czarnych włosów przykleił się do jej policzka przez wilogoć i Will zwalczył potrzebę, by otulić ją szczelniej peleryną, by opiekować się nią, tak jak wtedy, gdy była dzieckiem. 
- Instytut jest moim domem - westchnął Will i oparł głowę o kamienną ścianę. - Nie mogę stać tu i wykłócać się z tobą cały wieczór Cecily. Skoro jesteś zdecydowana podążać za mną aż do piekła nie jestem w stanie cię powstrzymać.
- W końcu - rzekła z aprobatą. - Zrozumiałeś. Widziałam, że zrozumiesz. W końcu jesteś spokrewniony ze mną. 
Will zwalczył ochotę, by nią potrząsnąć.
- Jesteś gotowa?
Skinęła głową i podniósł rękę, by zapukać.
*caridad(wal.) - kochanie

19. - Ty tak naprawdę nie umierasz - powiedział Will dziwnym głosem. - Prawda?

20. Will wstał powoli. Nie mógł uwierzyć w to, co robi, ale to było wyraźne, czyste jak srebrne obręcze czarnych oczu Jem'a. - Jeżeli jest inne życie poza tym, - zaczął – to pozwól mi spotkać cię w nim, Jamesie Carstairsie.- Będą inne życia. - Jem złapał go za dłoń. Na chwilę, tak jak podczas rytuału parabatai, kiedy były naprzeciwko siebie, jak bliźniacze pierścienie ognia, były splecione. - Świat jest jak koło - rzekł. - Kiedy wznosimy się lub upadamy, robimy to razem.Will zacisnął mocniej swoją dłoń wokół ręki Jema, która sprawiała wrażenie cienkiej gałązki.
 - Cóż, więc, - zaczął, poprzez ściśnięte gardło. - skoro twierdzisz, że czeka mnie jeszcze inne życie, to oboje módlmy się, bym nie uczynił z niego tak kolosalnego bałaganu, jak z tego.

21. - Chociaż Will mówił wcześniej – dodała Tessa – że wszyscy bohaterowie źle kończą. W każdym razie on nie mógł sobie wyobrazić, dlaczego ktoś chciałby być jednym z nich. 
- Ach. - Jem ścisnął lekko jej rękę, a następnie ją puścił. - Cóż, Will patrzy na to z punktu widzenia bohatera, czyż nie? Ale dla reszty z nas jest to prosta odpowiedź.
- Naprawdę?
- Oczywiście.  - Jego głos był teraz prawie jak szept. - Bohaterowie trwają, bo ich potrzebujemy.  Nie dla ich własnego dobra. Jeśli Will...

22. - Na Anioła, Bridget jest przygnębiająca - powiedział Henry, kładąc gazetę bezpośrednio na talerzu i powodując, że krawędzie przesiąknęły żółtkiem. Charlotte otworzyła usta, jakby chciała zaprotestować, ale po chwili je zamknęła. - To wszystko jest o złamanym sercu, śmierci i nieodwzajemnionej miłości.
- Cóż, większość piosenek jest o tym - odpowiedział Will. - Odwzajemniona miłość jest miła, ale nie ma nic z ballady.  

23. Will ruszył w kierunku drzwi, by przyłączyć się do Charlotte. W połowie drogi zawrócił i podszedł do Tessy. 
- Proszę, – powiedział – kiedy  jestem z nim, czy możesz zrobić coś dla mnie?
Tessa spojrzała na niego i przełknęła ślinę. Był tak blisko, zbyt blisko: wszystkie linie, kąty, kształty składające się na Willa wypełniły jej pole widzenia, jego głos wypełnił jej uszy.
- Jasne - odparła. - O co chodzi?

24. Jej gardło bolała: adoracja i złamane serce w równym stopniu.
- Pocałuj mnie - powiedziała. - Proszę

25. - Wiesz – rzekła Cecily. - Naprawdę nie musisz wyrzucać tego człowieka przez okno.

26. - To był zaszczyt i honor mojego życia móc cię poznać.

27. - Nikt nie może powiedzieć, że śmierć znalazła we mnie chętnego towarzysza albo że poddałem się łatwo.
- Tess? - Miękki głos w drzwiach. Spojrzała w górę i ujrzała sylwetkę Willa w świetle z korytarza.

28. Jem powoli odłożył skrzypce do futerału i położył smyczek obok. Dopiero wtedy zwrócił się do Tessy. Wyraz jego twarzy był nieśmiały, choć jego biała koszula przesiągnięta była potem i było widać pulsowanie szyi.
- Podoba ci się? - spytał. - Nie jestem dobry w słowach, więc napisałem piosenkę, by wyrazić moje uczucia do ciebie.

29. PIEKIELNE MASZYNY SĄ BEZLITOSNE.
PIEKIELNE MASZYNY SĄ  BEZ ŻALU.
PIEKIELNE MASZYNY SĄ BEZ NUMERU.
PIEKIELNE MASZYNY NIGDY NIE PRZESTANĄ PRZYCHODZIĆ.
(napisane krwią na ścianie)

30. Zielone oczy Gabriela poszukiwały Willa. 
- To był demon ospy, czyż nie? Wiesz o nich wszystko, prawda? Nie jesteś jakimś ekspertem.
- Cóż, nie musisz się zachowywać tak, jakbym je wymyślił - powiedział Will.

31. - Jem powiedział mi, co Ragnor Fell mówił o moim ojcu - oznajmił Will. - Że dla mojego ojca była jedna kobieta, którą kochał. Dla niego była tylko ona i nic więcej. Dla mnie jesteś ty. Kocham Cię i będę kochał tylko ciebie, aż do śmierci...

32. Jem zawsze mówił, że Will rusza w kierunku końca misji, a nie postępuje w przemyślany sposób i że jeden z nich  zawsze patrzeć z wyprzedzeniem przed postawieniem kolejnego kroku w odległym miejscu albo inaczej nigdy nie osiągną celu. Will na chwilę zamknął oczy. Wiedział, że Jem ma rację, ale było to trudne to zapamiętania, gdy celem, do którego dążył była dziewczyna, którą kochał. 

33. - Nie chcesz nam pomóc - powiedział Will do Magnusa. - Nie chcesz być wrogiem Mortmaina.
- Czy można go za to winić? - Woolsley wrósł w kłębowisko żółtego jedwabiu. - Co masz do zaoferowania, co sprawi, że warto się podjąć ryzyka?
- Mogę dać ci wszystko - odrzekła Tessa półgłosem, który Will poczuł w kościach. - Wszystko, jeśli pomożesz nam uratować Jema.
Magnus chwycił garść swoich czarnych włosów.
- Boże, wasza dwójka. Mogę wysłać pytania. Wyśledzić niektóre z bardziej niezwykłych szlaków żeglugowych. Stara Molly...
- Byłem u niej - odparł Will. - Coś przestraszyło ją tak bardzo, że nie będzie nawet wychodzić z grobu.
Woolsey prychnął. 
- I to nic ci nie powiedziało, mały Nocny Łowco? Czy to przedłużenie życia twojego przyjaciela na kolejne kilka miesięcy, na kolejny rok jest warte tego wszystkiego? I tak umrze. A im szybciej umrze, tym szybciej będziesz mógł być z jego narzeczoną, jedyną kobietą w której jesteś zakochany. - Przesłał rozbawione spojrzenie Tessie. - Naprawdę powinieneś zacząć odliczać dni, do momentu, w którym odejdzie z wielkim entuzjazmem.

34. Tessa sięgnęła, by rozczesać mokre włosy z jego czoła. Nachylił się do jej dotyku i zamknął oczy.
- Jem... Czy kiedykolwiek... - zawahała się. - Czy kiedykolwiek myślałeś o innych sposobach, by przedłużyć swoje życie, które nie są lekarstwem na narkotyk?
Na te słowa jego powieki otworzyły się.
- Co masz na myśli? 
Pomyślała o Willu na podłodze na strychu, dławiącym się wodą święconą. 
- Stając się wampirem, możesz żyć wiecznie...
Podniósł się na poduszkach.
- Nie Tesso. Nie, nie możesz myśleć w ten sposób.
- Czy myśl o zostaniu Podziemnym jest dla ciebie aż tak straszna?
- Tessa... - odetchnął wolno. - Jestem Nocnym Łowcą. Nefilim. Jak moi rodzice przede mną. Mam prawo do tego dziedzictwa, tak jak żądam dziedzictwa mojej matki jako części mnie. To nie znaczy, że nienawidzę ojca. Ale szanuje dar, który mi dali, krew Anioła, zaufanie pokładane we mnie, śluby, które składałem. Nie, myślę, że mógłbym być dobry wampirem, ale nie mógłbym być dłużej parabatai Willa, nie miałbym wstępu do Instytutu. Nie Tesso. Wolałbym umrzeć, odrodzić się i znów zobaczyć słońce, niż żyć do końca świata, nie widując światła dziennego.

35. - Dlaczego? - zapytał Gabriel. - Dlaczego jesteś pewien, że strona Charlotte jest tą dobrą?
- Ponieważ strona naszego ojca nie jest - powiedział Gideon. - Ponieważ znam Charlotte. Ponieważ żyję wśród tych ludzi od miesiący i oni są dobrymi ludźmi. Ponieważ Charlotte Branwell była niczym, ale była dla mnie miła. I Sophie ją kocha.
- A Ty kochasz Sophie.
Usta Gideona drgnęły.
- Jest Przyziemną i służącą - rzekł Gabriel. - Nie wiem, czego oczekujesz.
- Niczego - odpowiedział szorstko Gideon. - Nie oczekuję niczego. Ale fakt, że uważasz, iż powinienem, pokazuje, że ojciec wychował nas w przekonaniu, że powinniśmy postępować dobrze tylko w wypadku, gdzie za efekt jest nagroda. Nie złamię słowa danego Charlotte: to jedna z takich sytuacji Gabrielu. Ale jeśli nie chcesz brać w tym udziału, mogę wysłać cię, byś mieszkał z Blackthornami. Ale nie będę okłamywać Charlotte.
- Owszem, będziesz - powiedział Gabriel. - Obydwaj będziemy ją okłamywać. I powiem ci dlaczego.

36. - Will. - Tessa złapała go za nadgarstek. - Nie opuszczaj mnie teraz... Nie zostawiaj mnie jako jedyną, która wciąż ma nadzieję. Nie zrobię tego bez ciebie.
Wziął głęboki wdech, do połowy przymykając swoje ciemne, niebieskie oczy. 
- Oczywiście, że nie. Pomogę ci. Będę kontunuować. Tylko...
Przerwał, odwracając twarz. Światło, które padało wysoko z okna oświecało jego policzek i krzywiznę jego szczęki. 
- Tylko co?
- Czy pamiętasz, co powiedziałem ci tego dnia... Tego dnia w  bawialni?

37. Gniew zapłonął w Tessie, która zastanawiała się czy palnąć Woolsey'a pogrzebaczem, niezależnie, czy ten zbliży się do niej, czy nie. Poruszył się niestety niezwykle szybko, walcząc z Willem i Tessa nie widziała szansy.- Nie znasz Jamesa Carstaisa. Nie mów o nim.
- Kochasz go, prawda? - Woolsey powiedział to nieprzyjemnym tonem. - Ale Willa również kochasz.
Tessa zamarła. Była świadoma tego, że Magnus wie o uczuciu Willa do niej, jednak myśl, że to, co ona czuła do niego, miała wypisane na twarzy, była zbyt przerażająca, by ją rozważyć.

38. Will spojrzał na siostrę.
-  Nie obchodzi cię bycie Nocnym Łowcą. Tak to jest: napiszę list do domu, jeśli obiecasz go dostarczyć... I nie wrócisz.
Cecily odskoczyła. Miała wiele wspomnień związanych z krzyczącym na meczach Willem, o porcelanowych lalkach, które posiadała, a które zniszczył, zrzucając je z okna na poddaszu; jednak w jej wspomnieniach była też życzliwość: brat, który bandażował skaleczenie na kolanie lub poprawiał wstążki we włosach, gdy stawały się luźne. Ta życzliwość była obca Willowi, który stał teraz przed nią.
 Jej matka płakała przez pierwszy rok lub dwa, po tym, jak Will odszedł. Raz, w Walii, powiedziała, trzymając Cecily za dłoń, że oni – Nocni Łowcy – „zabiorą mu całą miłość, którą w sobie posiada”. To zimni, niekochający ludzie, powiedziała do Cecily, którzy zakazali jej małżeństwa z własnym mężem. Czego on u nich szuka, jej Will, jej mały?
- Nie zrobię tego. - powiedziała Cecily, wpatrując się z dołu w brata. - Ale jeśli nalegasz, to zrobię to... Będę...
Drzwi od strychu rozsunęły się i pojawiła się w nich sylwetka Jema.

39. Tessa nie mogła się powstrzymać i mimo wszystko zachichotała.
- Jest sznurowany - szepnęła. - Z tyłu.
Pokierowała jego ręce wokół niej, aż jego palce znalazły się na haftkach. Zadrżała, lecz nie z zimna, ale z intymności tego gestu.

2 komentarze:

  1. Ooooo niesamowite <33 Normalnie już nie mogę się doczekać, żeby przeczytać tą ostatnią już niestety cześć. I wieeeelkie dzięki za przetłumaczenie i wstawienie tutaj tych wszystkich fragmentów :*

    OdpowiedzUsuń